Jak wybrać odpowiednią szkołę coachingu?
Beata Kozak
Cześć, Karolina! Cieszę się, że możemy porozmawiać. Na początek chciałabym zapytać, co takiego skłoniło Cię do wyboru Akademii Coachingu Metrum? Co było decydujące w Twojej decyzji?
Karolina Zielińska
Cześć, Beato! Bardzo się cieszę, że tu jestem. Jeśli mam być szczera, to motywacja do wyboru tej szkoły była dość praktyczna, ale też bardzo sercowa. Kiedy zaczęłam szukać miejsca, które mogłoby dać mi przestrzeń do rozwoju, zależało mi na tym, żeby było blisko mojego miejsca pracy i zamieszkania. Na tamtym etapie życia, kiedy miałam duży nacisk na równowagę między pracą a życiem osobistym, szukałam czegoś, co nie wymagałoby ode mnie wyjazdów na weekendy, bo potrzebowałam czasu dla siebie i bliskich. I wiesz, kiedy odkryłam Akademię Metrum, okazało się, że jest dosłownie trzy minuty drogi od mojego biura! To była taka zbieżność, jakby wszechświat mi sprzyjał.
BK: Brzmi, jakby to był bardzo praktyczny wybór. Ale rozumiem, że to nie tylko kwestia lokalizacji. Co jeszcze wpłynęło na Twoją decyzję?
KZ: Tak, to był istotny element, ale decyzja nie opierała się tylko na tym. Gdy postanowiłam, że będę szukała szkoły, zadzwoniłam do Ciebie, Beato, żeby zapytać o szczegóły. I to, co wtedy poczułam, było dla mnie naprawdę istotne. Twoje podejście – spokojne, ciepłe, ale rzeczowe – przekonało mnie, że to jest to miejsce. Czułam, że to będzie przestrzeń, w której poczuję się bezpiecznie, by odkrywać siebie. To było coś, czego szukałam – miejsca, w którym mogłabym dać sobie przyzwolenie na rozwój. Tak naprawdę nasza rozmowa, choć krótka, była bardzo ważna.
Emocjonalne wyzwania jako nieodłączny element rozwoju
BK: Cieszę się, że to poczucie bezpieczeństwa udało się przekazać. I później, jak to wszystko wyglądało? W którym momencie poczułaś, że zaczynasz przekraczać swoje granice, wychodzić ze swojej strefy komfortu?
KZ: Myślę, że bardzo ważnym momentem była sytuacja, która miała miejsce w trzecim dniu zajęć. Wtedy emocje wzięły górę, a ja poczułam się kompletnie przytłoczona. To było dla mnie bardzo trudne, ale i kluczowe przeżycie. Pamiętam, jak po wyjechaniu z mojego osiedla na parkingu dosłownie się załamałam. Po prostu płakałam. To był moment, w którym wszystkie emocje, które we mnie narastały, wyszły na powierzchnię. I to był pierwszy raz, kiedy naprawdę poczułam, że pozwalam sobie na to, by przeżyć te emocje bez oceniania ich. Czułam, że mogę być z nimi, a potem to wszystko zaczęło się układać. To doświadczenie pokazało mi, jak ważne jest pozwolenie sobie na odczuwanie tego, co trudne. I chyba właśnie wtedy zaczęłam rozumieć, co dla mnie oznacza coaching i jak głęboko może to wpłynąć na moją wewnętrzną transformację.
BK: Tak, pamiętam, że wtedy napisałaś do mnie, żeby poinformować, że nie dasz rady dotrzeć na zajęcia. I wiesz, to była taka chwila, kiedy dałam Ci przestrzeń na to, byś mogła pobyć ze sobą. To był bardzo ważny moment, bo to, co się wydarzyło potem, to proces, który miał ogromne znaczenie dla Ciebie.
KZ: Tak, dokładnie. I to poczucie wsparcia z Twojej strony, to, że nie poczułam presji, by przyjechać na siłę, miało duże znaczenie. Czułam, że to, co przeżywam, jest naturalną częścią procesu. I to doświadczenie było dla mnie głęboko transformujące. Wkrótce po tym wydarzeniu, będąc w tym stanie emocjonalnym, wysłałam Ci piosenkę, która stała się dla mnie symbolem tego, co przeżywałam. To była piosenka, która doskonale oddaje ten proces, ten moment spotkania z sobą, który zachodzi w coachingowej podróży. To dla mnie ważne, bo pozwoliło mi to uwolnić wszystkie te emocje, które długo trzymałam w sobie.
BK: Pamiętam tę piosenkę. Była pełna emocji, bardzo autentyczna. Później, kiedy wysłałaś mi wiersz, poczułam, że te słowa stały się częścią tego procesu uzdrawiania. To, co mi wtedy napisałaś, było piękne.
KZ: Tak, to był dla mnie moment, w którym zaczęłam naprawdę odnajdywać siebie na nowo. Pisanie stało się moim sposobem na uwalnianie emocji, ale także na wyrażanie wdzięczności za to, co mam. Pisząc, czułam, że wracam do siebie, że odzyskuję to, co gdzieś po drodze zgubiłam. To stało się moją terapią, moim sposobem na wyrażenie siebie w sposób, który nigdy wcześniej nie był dla mnie dostępny.
BK: To niesamowite, że coaching, który często kojarzymy z pracą z drugim człowiekiem, może prowadzić do takich osobistych odkryć, takich jak poezja. To jest właśnie magia tego procesu. A jak teraz, po czasie, patrzysz na swoją drogę coachingową? Co zmieniło się w Twoim życiu zawodowym?
KZ: Zdecydowanie. To, co dała mi Akademia, to nie tylko narzędzia coachingowe, ale przede wszystkim otwartość na siebie. Kiedy skończyłam kurs, poczułam, że jestem gotowa, by przejść do kolejnego etapu w moim życiu. Zaczęłam prowadzić sesje coachingowe z kobietami w fundacji, co stało się naturalną kontynuacją mojej pracy z Metrum. To była świetna okazja, by wdrożyć wszystko, czego się nauczyłam, w praktykę. I wiesz, na początku byłam trochę zaskoczona, jak szybko udało mi się znaleźć swoje miejsce w tym zawodzie, jak dużo energii i pasji to mi daje. Dzisiaj czuję, że to, czego się nauczyłam, jest ze mną na co dzień i naprawdę pozwala mi pomagać innym.
Cisza, narzędzia i odpowiedzialność w pracy z klientem
BK: Cieszę się, że masz teraz takie poczucie spełnienia w pracy coachingowej. A jakie narzędzia, które poznałaś w szkole, są dla Ciebie najważniejsze w pracy z klientkami?
KZ: To, co stało się dla mnie kluczowe, to umiejętność pracy z ciszą. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z coachingiem, byłam osobą, która nie potrafiła znieść ciszy – zawsze chciałam wypełniać przestrzeń słowami, zagadywać. Ale w coachingowej pracy z klientem cisza jest niezwykle ważna. Czasem klientki potrzebują chwili na zastanowienie, na poczucie, co tak naprawdę czują. I to jest coś, czego się nauczyłam w Akademii i co jest moją codzienną praktyką. Inne narzędzie to oczywiście pytania – potężna broń w coachingu, która potrafi otworzyć umysł i serce drugiego człowieka. Ale najważniejsze jest to, by pamiętać, że to klientka znajduje rozwiązania, a ja jestem tu, by towarzyszyć jej w tej drodze.
BK: Masz absolutnie rację – cisza jest bardzo silnym narzędziem. Cieszę się, że to dostrzegasz. Coaching to rzeczywiście towarzyszenie drugiemu człowiekowi w drodze, nie narzucanie rozwiązań. Dziękuję Ci serdecznie za tę rozmowę, Karolino.
KZ: Dziękuję również, Beato! To była naprawdę ważna rozmowa, i cieszę się, że mogłam podzielić się swoją historią. Mam nadzieję, że moje wiersze będą mogły zainspirować kolejne osoby w ich drodze rozwoju.
BK: Z niecierpliwością czekam na kolejne wiersze. Dziękuję Ci raz jeszcze i życzę powodzenia w dalszej pracy coachingowej!